czwartek, 29 października 2009

Du hast den schoensten Tasch der Welt

My two favourites:
One, which fits completely everything.
and another one,
the one,
which suits completely everything
(the mistake in the title is deliberate, since correct version would not sound good with the melody.
I hate this song, by the way.)

Trousers- SH (next), 25zł
Bag- Stadion Style, 35zł/ Mizensa, 99zł
Shoes- Auchan, 30zł
Jacket/Coat?- H&M, 180zł
Necklace- Cache Cache, 15zł

niedziela, 25 października 2009

Konkurs City Hell- wyniki!

Przepraszam, że tak późno, ale niewiele miałam czasu dzisiaj, a sprawdzenie wszytskich maili i rozpisanie autorów poprawnych odpowiedzi na malutkich karteluszkach trochę czasu zajęło.
Dziękuję wszystkim za udział w konkursie, za miłe słowa i zdjęciowe dodatki w mailach ;) Zaskoczyła mnie różnorodność odpowiedzi, niektórzy byli w stanie wymienić wszystkie marki, których dystrybucją zajmuje się firma City Hell, inni wymieniali te ulubione (co podkreślali w mailu). Niestety, wśród masy nazwisk musiałam wybrać tylko czterech zwycięzców (a raczej- zwyciężczynie, choć mężczyźni także udział w konkursie brali).
Serdecznie gratuluję
Izie W. z Warszawy,
Karolinie J. z Mrzeżyna,
Ewie D. z Torunia
oraz Ani K. z Częstochowy.

Wkrótce się z Wami skontaktuję co i jak w sprawie odbioru nagrody (przypominam, że wybieracie ją same z asortymentu sklepu City Hell o wartości do 100zł).
Pozostałych zapraszam do Anio gdzie konkurs kończy sie dzisiaj, swoje prace mozęcie też do jutra zgłaszać w konkursie Selinas, a ostatni konkurs z cyklu ogłosi u siebie jutro Weronika.

środa, 21 października 2009

Konkurs / The Contest / Das Gewinnspiel / Il Concorso

Ogólne zasady są Wam z pewnością znane, czy to z dwudziestu pozostałych blogów koleżanek "po fachu", czy też z relacji na blogu firmowym (http://outlet-blog.pl). Mowa oczywiście o konkursie, którego sponsorem jest marka City Hell, sieć markowych outletów znajdujących się obecnie Prudniku, Swarzędzu, Toruniu, a wkrótce także w Radomiu, Zamościu, Lublińcu, Bytomiu, Radomsku, Poznaniu oraz w Przemyślu. Nagrodą są ciuchy bądź dodatki o wartości do 100 zł wybrane w wyżej wymienionych sklepach bądź w galerii outletu- przy czym w razie braku dostępności ciucha w konkretnym rozmiarze, zwycięzca proszony jest o ponowny wybór.
Konkurs trwa trzy dni: od czwartku 22.X do końca soboty 24.X.
A teraz uwaga- wśród poprawnych odpowiedzi wylosuję aż czterech szczęśliwców. Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę.


Zadanie konkursowe polega na wskazaniu co najmniej pięciu marek odzieżowych, których dystrybucją zajmuje się sieć City Hell. Odpowiedzi wraz z danymi osobowymi (imię i nazwisko+ adres, na który zostać ma przesłana nagroda) przysyłajcie na adres agacior89.konkurs@poczta.pl. Zadanie nie jest trudne, udział może wziąć każdy i każdy ma takie same szanse :) Odpowiedzi na pytanie szukajcie na stronie http://www.outlet-polska.pl/.

Jednocześnie zapraszam do Anio, u której już jutro, odbędzie się kolejny konkurs.

poniedziałek, 19 października 2009

Co autor wiersza miał na myśli?

A co, jeśli tak naprawdę nic nie miał?


I śmieje się teraz z nas
śmiertelników
naiwnie wierzących w poezję

piątek, 16 października 2009

Too much too much too much ruffle?

Do czego to doszło! Piątkowy wieczór, a ja siedzę nad książkami. Kto tu ma problem, ja czy świat?

No ale dobra, nie narzekać chciałam, tylko pochwalić się. Po pierwsze- tym, że maszyna do szycia się na mnie od-obraziła i coś zaczęła szyć. Stary szalik znaleziony w szafie, pomysł zaczerpnięty stąd, zamiłowanie do wszelkich drapowań, falbanek i żabotów w okolicy szyi podpatrzone u Chanel.
Po drugie- element ostatnich moich psot, służących innym celom niż przyszycie odpadających guzików czy zaszycie dziury w torbie (a te nigdy nie mam czasu, jako, że są nudne) stanowi wyrób koronkowej bransoletki:Pomysł kwitł od dawna, wykonanie okazało się trudniejsze niż się to wydawało; kombinowanie z szyciem i butaprenem skończyły się... dziwnie. Ale i tak będziem nosić.

I po trzecie, najważniejsze:
Uśmiech!
Nawet, kiedy coś nie całkiem wychodzi.

English, please: 'Friday night fever' means for me an intimate evening with Herr Bęza and his Grammatik" What the hell is going on?
But ok, stop complaining, start boasting: finally, I somehow managed to tame my sewing machine and stole this idea to make my own ruffle scarf. I also threw some stuff together (sewed, sticked) and so is the bracelet made.


(p.s. znowu zakupowy mam dylemat- który zegarek?)

piątek, 9 października 2009

Szafa Sztywniary..? :)

Wybrałam się na Ursynów.

W moim słowniku jest to długa wyprawa, która z założenia ma być owocna; ponad 50 km rowerem, paręnaście sklepów z ciuchami po trasie, parędziesiąt mierzonych rzeczy. I owszem, tym razem była bardzo owocna; przez pól dnia jeżdżenia wydałam więcej, niż zarobiłabym, spędzając tyle czasu w pracy; rozwaliłam łokieć i kolano dzięki perfekcyjnej organizacji ruchu na rozkopanym skrzyżowaniu Płowiecka/Marsa; kupiłam rzeczy… Całe dwie.
Kupując odzież używaną można wpaść w pułapkę dietetycznego batonika. Znacie to? Batonik dietetyczny ma o połowę mniej kalorii niż zwykły. Usprawiedliwiając się, że to przecież dietetyczny, pozwalamy sobie na dwa. Albo i trzy? Rozwiązanie w pewnych momentach dobre, ale ile mogą wytrzymać biedne kubki smakowe- Az się zbuntują, i po trzech dietetycznych poddajemy się i zjadamy tego zwykłego… A nie prościej było od razu?

Wracając, wyjątkowo zatrzymała się na czerwonym świetle, co zaowocowało spotkaniem z pełnym życia panem po siedemdziesiątce, który- ni z gruszki ni z pietruszki- zadał mi pytanie, cytuję, „po co mi ten garnek?”*
- Słucham?- ocknęłam się z moich rozmyślań nad przydatnością nowych spodni i praktycznością świeżo zakupionej torebeczki.
- No ten nocnik, co masz na głowie. Po co Ty to nosisz, przecież to nie jest obowiązkowe!- światło się zmieniło, dalszego wykładu już, na szczęście, nie usłyszałam.
Cholera, ja wiem, że starsi ludzie czują się zobowiązani pouczać młodych, ale, przepraszam, czy ja przeoczyłam chwilę, kiedy coś się w priorytetach zmieniło?
Jestem sztywniakiem, naprawdę.
I mi z tym dobrze.

Trousers-
SH (next), 25zł
Bag- SH (real leather), 25zł
Shoes- F&F (tesco), 17zł
Sweater- H&M, 60zł
Scarf- SH, 5zł
Beret- SH (marks&spencer), 12zł
English, please: I've spent half a day and more than half a daily rate in Second Hand shops. But it was worht the effort; these trousers I wear all the time, and the bag is so unique. A new approach to shopping? Absolutely. I'm on a good way, i think.


*p.s. żeby nie było niejasności- Panu nie chodziło o prezentowany tutaj beret, lecz o mój kask, bez którego nie ruszam się na rowerze :)

piątek, 2 października 2009

Wariacje na temat chust ludowych

Wstawanie o godzinie, gdy jest ciemno. Wracanie do domu, gdy jest ciemno. Brak weny na pisanie czegokolwiek po polsku. Brak kasy na ciuchy ze względu na majątek zostawiony w punkcie ksero. Brak czasu na buszowanie. Brak materiałów na DIY. Grzywka nie chce się układać.
Tak, moi mili, to październik.
Outfit niespecjalny, nie- zaskakujący, codzienny, więc od razu wrzucam dwa. Ostatnio mam wyjątkowo "fazę" na chusty, szaliki, apaszki i wszystko inne, co zakrywa dekolt. Zaczełam chodzić w spodniach, co też jest wyjątkowo dziwne. A najdziwniejsze, że pozbyłam się jakichś czterach kilogramów ciuchów i jest mi jakoś... Lżej.

See ya soon, czyli w kolejny piątek pewnie, a tymczasem idę oswajać maszynę szyjącą i inflectional and lexical morphology.

Everything- SH

czwartek, 24 września 2009

Rzeczy nieprzyzwoite

Wczoraj obnażałam swoje myśli, dzisiaj mam ochotę na obnażanie ciała.
Na szczęście nikt nie odniósł poważnych obrażeń, bo to tak tylko do zdjęć.
(tak, jestem tą złą Szafiarką, co tylko sobie a muzom, ale mój aparat, mój balkon, mam do tego prawo)


Top- SH + DIY
Spodenki- SH, 5zł
Bransoletka/Bracelet- Allegro
Buty/Shoes- Real, 50zł
Torebka/Bag- SH + DIY

Tak btw: przepraszam wsyztskich za brak odpowiedzi na maile- dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę z istnienia konta, które widnieje w profilu... Strasznie mi głupio :(

środa, 23 września 2009

Ostatnia spowiedź przed egzekucją

Zostałam wzięta na celownik! Zanim blu naciśnie spust, moją ostatnią wolą jest wyspowiadać się...
1. Od dziesięciu lat korzystam z Internetu, od dziesięciu lat używam wszędzie tego samego nicka. Anonimowość internetowa (i jakakolwiek inna) mnie nie kręci, wolę się podpisać i nie wstydzić tego, co piszę. Narobiłam sobie już w ten sposób wrogów i prawie straciłam pracę, ale z drugiej strony- gdy ktoś anonimowo mnie próbuje obrazić, wywołuje to raczej odwrotny efekt :)
2. Nienawidzę psów. Zresztą- z wzajemnością.
3. Jeśli gdzieś w Warszawie mignie Ci blond warkocz, na niebieskim unibike’u, z czerwonym plecakiem- to najprawdopodobniej będę ja :). Jeśli nie zrobię dziennie co najmniej 10 km, jestem chora. Jeździłam tak codziennie do szkoły (16km), teraz do pracy (10 km), z plecakiem wypełnionym książkami i z ciuchami na zmianę. Warszawiacy zrozumieją też, że rowerem dojeżdża się do centrum najszybciej :>
4. Kocham ser, ubóstwiam ser. Żółty, twarogowy, pleśniowy, mozzarella, tofu- egal.Teraz zagadka: jakie jest moje ulubione ciasto? :)
5. Scenariusz ‘Truman Show” zrodził się w mojej głowie jakieś siedem lat przed premierą filmu. Mniej więcej do piątego roku życia byłam świecie przekonana, że wszędzie zainstalowane są kamery, które obserwują każdy mój ruch; że w tajemnicy przede mną ludzie śledzą moje Zycie na ekranie. Dziwne? Hm. Nie. Dziwniejsze jest to, ze mi się to podobało.
6. Inaczej niż większość ludzkości, za najpiękniejszy język świata uważam niemiecki. Jest taki twardy, zdecydowany, określony, stanowczy- oooooch tak, tak, na tym polega jego piękno. Za to francuski brzmi dla mnie okrutnie mdło… Mam niemieckie nazwisko, więc pewnie jestem jakoś spaczona genetycznie ;)
7. Mając 14 lat przeszłam przez burzliwy romans z poezją. Bardzo burzliwy. W miesiąc napisałam 130 wierszy. Większość z nich to szczyt grafomaństwa, ale niektóre docenił jeden z ważnych dla mnie poetów i ukazały się w dwóch książkach. Z jednej strony jestem dumna, z drugiej wstydziłabym się chyba upubliczniać te bazgroły.
8. Psst!- tylko nikomu nie mówcie, ale w chwilach wolnych zakładam obcisłe legginsy, fioletową pelerynę i ratuję świat jako Super Agata :) W podstawówce byłam święcie przekonana, że jak dorosnę, założę wytwórnię filmów rysunkowych. Miałam przygotowane wszystko: nazwę samej wytwórni, bohaterów kreskówek, scenariusze odcinków. Ile to ja miałam uwag w dzienniczku za rysowanie komiksów na lekcji…
 9. Jestem roztrzepana do granic możliwości. Wszystko muszę sobie zapisywać w kalendarzu, nawet takie głupoty jak „umyj włosy”, „posprzątaj w pokoju”. Oczywiście, potem zapomnę zajrzeć do tego kalendarza.
10. Od pięciu lat jestem wierna jednemu mężczyźnie. W dodatku poznaliśmy się przez… Bloga.
Pif-paf, teraz moja kolej! O ile zechcą się spowiadać- Almaanies, Monika (tylko po polsku proszę;) i Mjuśka.

sobota, 19 września 2009

DIY: ćwieki, ćwieki, ćwieki!!!

Niezwykle wdzięczny materiał, w moim domowym warsztacie wyparł modelinę. Łatwo dostępny (pasek zawierający ich 120 kosztuje 4,89), uniwersalny, niedrogi. Do tego jest supermodny! Dzięki temu wybaczę mu nawet, że rani palce i niszczy paznokcie.
Panie o Panowie, oto i on:
ćwiek.


Zacznijmy od tego, jak z ćwieka zrobić kolczyki?
Wpierw drewno trzeba pomalować. A jeszcze wcześniej- to drewno skądś skombinować. Polecam 'Drewlandię', posiadają największy chyba wybór drewnianych "surówek". No dobrze, przystępujemy do malowania. Przed zabrudzeniem kładziemy kolczyki na foliowym- broń boże nie papierowym!- podłożu (papier chlapnięty farbą może się przykleić i będzie niefajnie). Przed malowaniem dobrze jest drewno polakierować, by nie chłonęło dużo farby i dało się pomalować równomiernie. Malujemy farbą akrylową, używając pędzelka ze sztucznego włosia (nie pozostawia smug). Po malowaniu znowu lakier (w moim przypadku ten sam co podkładowy: satynowo-matowy firmy Marabu), by utrwalić farbę i nadać błysku. Każdej warstwie dajemy wyschnąć, zanim odwrócimy na druga stronę- lakier potrzebuje pół godziny (choć ja czekałam godzinę zanim przystąpiłam do malowania farbą), każdej warstwie farby też dawałam co najmniej godzinkę. Widoczny na zdjęciu drucik to wkład od długopisu- pierwsze, co miałam pod ręką, a potrzebowałam właśnie czymś przytrzymać kolczyk w trakcie malowania :)
No, to ćwiekujemy- wpierw wypadałoby zaplanować, jakie ćwieki (trzy małe czy dwa małe i jeden duży?), następnie za pomocą kombinerek wyprostować wąsy i zagiąć je do środka tak, by otrzymać powierzchnię, którą da się przykleić. Kleimy- najlepiej moim niezawodnym "super glue" (w droższej wersji znanym jako "kropelka"). Wpierw próbowałam nałożyć klej na wąsy,jednak trzymało słabo. Dopiero, gdy kapnęłam klejem na sam kolczyk, przykleiło porządnie- trzeba jednak spieszyć się z umieszczeniem ćwieka, bo klej zasycha momentalnie i lubi pozostawiać plamy. Jeśli plama się zrobi, po minucie od aplikacji klej "glucieje" na tyle, że daje się zdrapać paznokciem. Ostatnie majsterkowanie to włożenie kółeczka w dziurkę i zaczepienie kolczyka na biglu, ale to chyba żadna filozofia :) Nawet, jeśli nie jest idealnie- to co z tego? Kolczyków powinnością jest dyndać tak, by nikt nie zauważył nawet, że któryś ćwiek przyklejony jest krzywo.

A jak wyćwiekować marynarkę?
Mniej skomplikowane niż kolczyki, aczkolwiek wymaga więcej czasu i cierpliwości (o, otóż to!). Tak, wiem, mało oryginalne jest ćwiekowanie marynarki, ale kiedy wpadła mi w ręce ta sztuka złowiona za 5 zł- musiałam! Dla tej części naszej nacji, która jeszcze nabijania ćwieków nie próbowała: parę moich refleksji.
Do wbijania najlepiej nadają się ćwieki wyjęte z paska, ponieważ mają ostro zakończone wąsy (te kupowane na sztuki- nie zawsze). Przed wbiciem wąsy należy wyprostować, ściskając po prostu kombinerkami. Ćwieka umieszczamy na materiale, lekko wciskamy, po czym materiał odwracamy i naprężamy między palcami tak, by ćwiek ładnie "wszedł". Na koniec zaginamy wąsy, by nie wypadł- ot, cała filozofia. W ten sposób nabijane nawet po wyjęciu nie zostawiają specjalnie widocznym dziur w materiale.

Wyższą szkołę jazdy stanowi idealne zaplanowanie, gdzie i ile ich umieścić. Podobnie jak z tą torebką, zrobiłam jej zdjęcie i w programie graficznym "ponakładałam" ćwieki w różne wzory- mając przed oczami kilka wersji wybrałam najlepszą. Choć i tak trochę to potrwało, zanim udało mi się ją zrealizować według planu. Ćwieki trzeba było parokrotnie wkładać i wyjmować, a zaznaczanie linijką, gdzie ćwiek powinien się znajdować (jak robiłam na torebce) to dla mnie zbyt żmudna robota przy takiej ilości ćwieków ;)
Jeszcze jedna dobra rada: nie silić się na piękny manikiur, bo podczas roboty i tak go szlag trafi.



English, please:  Ladies and gentlemen, I would like to present you the hottest star of this season: STUD. Starring in my 2 new project:
DIY Studded Earrings: I painted wooden hoops with black acrylic paint and decoupage satin-matt lacquer. It looks the best with one bigger stud in the centre and two smaller aside. I bended the ‘wires’ (or whatever you call it) inside and stuck the studs with ‘Super Glue’. Even if it isn’t perfect- don’t worry, nobody will notice any difference between earrings while wearing them.
 DIY Studded jacket: I know, I know- nothing extraordinary, almost every fashionist has one. But I had to! I can give some tips for those, who haven’t try studding yet. First- the most suitable for DIY are the studs removed from a studded belt, because they usually have sharp-edged wires (you know what I mean, this “something” on the reverse of stud used to stick it, but I have no idea how to call it). You need to tighten the fabric a little, so that the stud will perfectly stick into it. Ad of course, it is perfect if you make a plan of your work- like I did it here using photoshop to decide, which way of studding is the best for this jacket.

Blog Widget by LinkWithin